Starosłowiański Masaż Brzucha uratował moje życie

Perspektywy dnia dzisiejszego, lata 2014 i 2015 pokazują mi się w sposób wręcz symboliczny. Po pierwsze, dlatego, że na bazie kilku książek i metod, udało mi się zbudować dla mnie samego sposób na niepokoje i lęki, które męczyły mnie od początku życia. Zacząłem odzyskiwać kontrolę nad swoją psychiką, co osobiście dla mnie było bardzo ważne. Po drugie dlatego, że spełniło się moje ciche marzenie – wyjazd na Ukrainę. Nie jestem z Ukrainą związany sentymentalnie. Moi rodzice nie pochodzą z Kresów, ale zawsze była we mnie mała tęsknota, aby poznać ten kraj. Jako wykładowca Mikrokinezyterapii dostałem propozycję uczenia tej metody ukraińskich lekarzy w Kijowie, a niedługo również we Lwowie i Truskawcu. Po trzecie, w krótkim czasie udało mi się poznać kilku bardzo interesujących i wpływowych na Ukrainie ludzi. Z początku było we mnie naiwne przekonanie, że jadę, aby nieść „kaganek oświaty”. Bo to JA miałem uczyć. Jednak życie szybko nauczyło mnie pokory. Okazało się, że za naszą wschodnią granicą, w ogromnie trudnych warunkach żyją bardzo inteligentni ludzie, od których to właśnie ja zacząłem się uczyć nowych technik i metod. W trakcie jednego z kursów Mikrokinezyterapii, ukraiński lekarz postawił diagnozę mojego zdrowia na podstawie kilku ucisków, wykonanych na moim

brzuchu. Powiedział mi, że mam zbyt wysokie ciśnienie, że zaczynają mi wysiadać nerki, a pęcherzyk żółciowy jest na dobrej drodze do zabiegu operacyjnego. Dokładnie opisałem to w książce „Starosłowiański Masaż Brzucha – terapia wisceralna”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa KOS.

Nie było wtedy ze mną dobrze, a ja konsekwentnie chowałem głowę w piasek i udawałem, że nic groźnego się nie dzieje. Poprosiłem lekarza o przeprowadzenie terapii wisceralnej zwanej na Ukrainie Starosłowiańskim Masażem Brzucha. W ciągu trzech dni przeszedłem trzy zabiegi. Do tego, zgodnie z zaleceniem, wypiłem olej z rycyny dla oczyszczenia jelita cienkiego i grubego. Efekt był zdumiewający! Zdecydowana większość problemów utrudniających mi życie ustąpiła niemal natychmiast. Technika ta oczarowała mnie! Dlatego, zacząłem zgłębiać jej tajniki u Nikołaja Nasikowskiego w Kijowie. Postanowiłem również napisać książkę o tej metodzie, aby podzielić się z innymi swoimi myślami, wiedzą i cząstką siebie. Na Ukrainie poznałem między innymi profesora Łukjana Andrijuka z Uniwersytetu Medycznego we Lwowie. Jest on szefem Katedry Rehabilitacji i Medycyny Alternatywnej. W katedrze tej uczy się lekarzy na studiach podyplomowych 28. rodzajów metod leczenia naturalnego. To było dla mnie zdumiewające! Profesor medycyny, neurochirurg z potężnym dorobkiem naukowym mówił mi, że na początku choroby, należy leczyć pacjenta metodami niechemicznymi, bo są tańsze i nie obciążają organizmu skutkami ubocznymi. Dopiero kiedy one nie skutkują lub gdy pacjent jest w złym stanie, należy sięgnąć po lekarstwa. Nie ukrywam, że mnie to zdziwiło. Zacząłem kontynuować naukę Starosłowiańskiego Masażu Brzucha (terapia wisceralna)). Profesor Łukjan Andrijuk zapalił we mnie pasję nauki. Rozpoczęliśmy współpracę i mam głęboką nadzieję, że nie skończy się ona zbyt szybko. Przede mną jeszcze tyle do poznania…

W poprzednim numerze Szamana opisałem metodę działania terapii wisceralnej. Dodam, że technik tej metody można nauczyć się na własne potrzeby i na potrzeby własnej rodziny (minimum kilkanaście zabiegów wykonanych na sobie), czytając książkę „Starosłowiański Masaż Brzucha – terapia wisceralna”. Należy jednak przeczytać ją bardzo uważnie – kilka razy. Bardzo poważnie należy wziąć sobie do serca wszelkie przeciwwskazania i ściśle stosować do wszystkich zaleceń w niej opisanych. Natomiast ludziom bez specjalistycznego wykształcenia, z bardzo wielu powodów nie polecam wykonywania tej formy masażu na innych. Piekło wybrukowane jest głowami tych którzy chcieli dobrze, tylko „coś tam” się nie udało.

Udostępnij ten artykuł na portalach społecznościowych!